Człowiek czarnoskóry, odziany w ubogie szaty, biegł przez ulice Zwierzogrodu, by zatrzymać się przed kościołem rzymskokatolickim. Począł on rozbijać tego budynku witraże tęczowe. Przyciągnął przy tym uwagę przechodniów, głównie Muratykan, którzy biernie przyglądali się temu co robi. Człowiek czarnoskóry nie uzyskał pożądanej atencji, dlatego zaczął krzyczeć: 

 

- Waksman umarł! Waksman nie żyje! Myśmy go zabili! Czy słusznie tego dokonaliśmy? Czy sprawiedliwe jest to, że jego krew spływa z naszych noży? Odpowiedzcie okrutnicy!

- Niesłusznie Pan nasz skazany został. Niesprawiedliwie jego krew przelano. Lecz nie myśmy tego dokonali. Winni są bowiem Ci, którzy to wrogami jego byli. Którzy to chcieli jego krwi. -Tak mu tłum odpowiedział.

Człowiek czarnoskóry uśmiechnął się delikatnie, albowiem udało mu się sprowokować tłum.

- Dlaczego? Dlaczego tak uważacie, zbrodniarze? Czyż nie zasłużył on na wszystko co najgorsze? Czyż jego złe uczynki nie przerastają wielokrotnie jego dobrych poczynań? Wyrządził on krzywdę tak wielką naszej ojczyźnie, że aby dostrzec jej ogrom musimy sami stać się oświeconymi. Jakieś uroczystości pokutne, jakieś igrzyska święte wynaleźć dla niego będziem musieli, ale zmył on chociaż cząstek win swoich? I dobrze, że zdechł on, bo na to zasłużył.

- Waksman umarł. Waksman zmartwychwstanie. Waksman powróci.

- A kiedy powróci, stanie się jeźdźcą apokalipsy, wojną. Sprowadzi na nas niezgodę, skłóci pojednane narody, będzie niszczył wszystko czego się dotknie, realizując tylko i wyłącznie swoje interesy złowrogie.

- Waksman umarł. Waksman zmartwychwstanie. Waksman powróci.

- A kiedy wojna ogarnie kraj, wyjawią utajnieni zbrodniarze swoje egoistyczne intencje, opuszczą ojczyznę w potrzebie i sprowadzą na nią cierpienie tak silne, że będzie ona sama błagała o uśmiercenie.